wtorek, 09 maja 2006
Wroclaw codzienny

Z

Fot. Paweł Kozioł / AG
środa, 03 maja 2006
Gitarowy rekord Guinnessa

We Wroclawiu  zostal pobity Gitarowy rekord Amerykanów  - słynne "Hey Joe" Jimiego Hendriksa zagrało wczoraj (01.05.2006) na wrocławskim Rynku 1572 gitarzystów.

.....gitary w triumfalnym geście powędrowały w górę

cdn.....

wtorek, 28 marca 2006
Ksiazka skarg i wnioskow wroclawskiego metra

 Re: Ej, sieć nie działa wszędzie! Zróbcie z tym c
  

map4  01.12.05, 13:06  

 Gość portalu: troll napisał(a):

> Na odcinku idącym pod Odrą od Grunwaldzkiego do Millenijnego nie działa
> internet. Pisałem post na forum do wątku o Marku Happenerze i mi go wcięło.
> Czy dyrekcja mogłaby się tym zająć?


To nie tak.
Nie działa Tobie oraz kilku innym archeologom, używającym ciągle jeszcze
przedpotopowego protokołu GPRS przez komórki starej generacji (GSM).
Po prostu w fazie budowy metra rozmyślnie postanowiono zrezygnować z przeżytków techniki (wiwat, wiwat projektanci!) i zamiast GPRS oraz WiFi założono sieć na
bazie UMTS z nadajnikami WLAN w wagonach pracującymi pod Bluetoothem. Kup sobie
porządną komórkę, zamiast jakiegoś najtańszego, przechodzonego GSM'owego złomu
lub też porządną kartę sieciową do laptopa pracującą w standardzie "sinozębego",
a będziesz się mógł bezproblemowo nawet w metrze, nawet pod rzeką porozumiewać.
Taka a nie inna strategiczna decyzja projektowa co do wyposażenia wrocławskiego
metra ma związek z wyścigiem technologicznym pomiędzy UE a USA.
Jako część UE zdecydowaliśmy się promować europejską myśl techniczną i przestać
się oglądać na wypaczone amerykańskie wynalazki typu WiFi kontrolowane przecież
bezpośrednio przez IEEE oraz pośrednio przed departament obrony USA. Więc wyrzuć
ten zaoceaniczny badziew i zacznij używać solidnego, otwartego, europejskiego
protokołu, jakim jest bluetooth. Ostatnio przejeżdżając tunelem metra pod
korytem Odry oglądałem sobie "Deep Blue Sea" przez UMTS i jak możesz sobie
zapewne wyobrazić, dopiero atmosfera wagoniku nadała temu filmowi dodatkową,
złowieszczą wymowę.
Ciarki chodziły mi po plecach. Naprawdę, nie dla osób ze
słabym sercem, szczególnie nie wtedy, kiedy pięć metrów nad Tobą płynie sobie
rzeka ...
Bądź z rozwojem techniki na bieżąco, to unikniesz we Wrocławiu
przykrych niespodzianek ;-)
PS. Po założeniu konta na www.gazeta.pl i zgłoszeniu trasy mojej podróży na
lotnisko (pisałem o niej wcześniej) taksówka sama podjechała pod dom, a już od
stacji SKM Trzebnica byłem na bieżąco informowany MMS'ami (za darmo!) o mojej
pozycji, pozostałym czasie podróży, statusie mojego samolotu, koniecznych
przesiadkach oraz KAŻDYM spóźnieniu czy to SKM'u, czy też linii metra na trasie
mojej podróży większych niż piętnaście sekund. Jedynie bagażu na samolot nie
oddałem dzień wcześniej, bo nie wiedziałem po prostu (no tak, przez ostatnie
trzy dni zapomniałem kupić Gazetę Wyborczą, że check-in można zrobić teraz już
24 godziny przed odlotem w każdej placówce Poczty Polskiej.
Wow. To jest XXII wiek, choć XXI się na dobre jeszcze nie zaczął.
To się nazywa nowoczesność.
Niech się Finlandia schowa.

Ksiazka skarg i wnioskow wroclawskiego metra

 Re:We wrocławskim metrze jest zbyt czysto!
     
map4
  01.12.05, 10:12

Jechałem ostatnio metrem ze stacji "Świdnicka" ma lotnisko.
Nie dość, że nie zdążyłem się porządnie rozsiąść (czas podróży 8 minut !), nie dość, że zdążyłem się spocić (kto tak grzeje w środku zimy ?) to jeszcze na lotnisku jakis obcy, choć w uniformie zaraz po otwarciu drzwi wpadł z błyskiem w oku do wagonu i wyrwał mi z ręki moje bagaże !
Co prawda, nie chciał potem nawet napiwku, ale na wszystkich cywilizowanych lotniskach świata bagażowi czekają najpierw na znak od pasażera a i od napiwków nie stronią.

Nie przeginajcie pały w drugą stronę. Niech bagażowi grzecznie czekają na znak i każcie im wreszcie zacząć przyjmować napiwki. Później podczas lotu rozmawiałem ze starszą parą Niemców, którzy byli tym nietypowym zachowaniem wrocławskich pracowników lotniska przerażeni.

Jeszcze jedno: pochylcie na zakrętach tory albo zmniejszcie prędkość składów, albo przynajmniej zamontujcie fotele lotnicze z pasami bezpieczeństwa. 140 km/h na niewyprofilowanym zakręcie, na płaskim siedzeniu bez pasów to żadna przyjemność. I lejcie do klimatyzacji mniej perfum ! Aż mdli od tych fiołków.
Przecież wydłużenie czasu podróży z centrum na lotnisko z wzorcowych ośmiu minut do akceptowalnych dziesięciu nikomu tak naprawdę nie przeszkadza (przecież "Airport-Line" i tak kursuje co pięć minut, a w szczycie nawet co trzy), a ilu nieprzyjemnych międzyludzkich incydentów pozwoli to uniknąć ...

Ale poza tym - pierwsza klasa. Nieśmiało zaproponuję: posmarujmy w Hollywood
tak, żeby "Szklaną Pułapkę IV" nakręcili we Wrocławiu. Naprawdę trochę reklamy
miastu nie zaszkodzi.


 

Ksiazka skarg i wnioskow wroclawskiego metra

We wrocławskim metrze jest zbyt czysto!

Autor: Gość: meteorolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
Data: 30.11.05, 23:40

Myślę, że wyrażam opinię wielu, może nawet większości, pasażerów wrocławskiego
metra. Na stacjach i w wagonach jest zbyt czysto! Czujemy się... jakby to
określić?... nieswojo no, cholernie nieswojo i obco. Apeluję, żeby coś z tym
zrobić. Wiem, że łatwo mówić, a obsługa metra jest, jaka jest, ale nie dałoby
się może chociaż troszkę rzadziej sprzątać?

Gość: grafiti-tim   01.12.05, 00:19

Najgorsze są ściany i siedzenia, co z nich spływają spraje.
Wszędzie - na stacjach i w wagonach. Nic się nie da namalować, kurde... 

 

Gość: pasażer z pieskiem   01.12.05, 00:35

A spróbujcie wyrwać gąbkę z siedzeń.
Można sobie scyzoryk połamać!
 

Gość: lump   30.11.05, 23:57

A kubły na śmieci są opróżniane, kiedy nie są zapełnione nawet do połowy!
Typowo polska nadgorliwość... szkoda gadać!

piątek, 24 marca 2006
SCHEMAT LINII KOLEJKI PODZIEMNEJ WE WROCLAWIU

Schemat

Sprzedaz biletow online TUTAJ.

 

 

czwartek, 27 października 2005

Kaiser Wilhelmstraße / Victoria Straße - czyli dzisiejsza ul.Powstancow Slaskich i nie istniejacy naroznik ul.Lwowskiej w roku 1931. Tu rozgrywa sie glowna akcja naszej powiesci.

poniedziałek, 17 października 2005
Breslau, 10 listopada 1938 r. godz. 6.32

Ach – jest pewnie u Simona – Johanna nagle olsnilo.

Byl prawie pewien, ze jego córka jest u Rottmannów. Poczul ulge. Bardzo cenil te rodzine. Ojciec – lekarz ginekolog, odbieral Otta i Annelise, matka, pianistka, byla wykladowca w Breslauer Konservatorium.

To po niej ich syn, Simon odziedziczyl niezwykly talent muzyczny. Nagly przyplyw niepokoju wytracil go z równowagi. Przeciez Rottmannowie byli ZYDAMI!  Annelise mogla byc w niebezpieczenstwie! Porwal plaszcz i nie mówiac ani slowa podazyl za synem.

     Nastepna przecznica - Brandenburgstraße.

Otto przebiegl sprintem jej dlugosc az do Sternstraße, nie zwracajac nawet uwagi na potluczone szklo, lezace na chodniku. Dom z nr. 12, pierwsze pietro. Mieszkanie Rottmannów. Kilkarotnie nacisnal dzwonek.

Drzwi otworzyl Simon. Byl rozczochrany i mial bledny wzrok. Ubrany byl w czarne spodnie i biala niedopieta koszule. Jego czarna grzywa opadala na zaczerwienione oczy, wygladal jak by cala noc przehulal na balu. 

     - Gdzie jest moja siostra? – spytal ostro Otto – nie pytajac o pozwolenie wtargnal do mieszkania, odpychajac jednoczesnie Simona. Po kolei sprawdzal systematycznie wszystkie pomieszczenia; pokój chlopaka, sypialnie rodzicow, gabinet ojca. Znal to mieszkanie – Rottmannowie mieszkali tutaj ledwie kilka lat – w dziecinstwie bywal tu niemal kazdego dnia bawiac sie z malym Bielschowsky´m. W ogromnym salonie obok fortepianu, poniewieraly sie notatki z nutami. Simon stal, niczego nie pojmujac i mrugal zapuchnietymi oczami. Korzystajac z nieobecnosci rodziców, którzy pojechali do Polski, komponowal przez cala noc.Otto podskoczyl do mlodego Rottmanna i zaczal nim potrzasac:

     - Simon do diabla, gdzie ona jest? Nie panujac nad soba trzasnal go na odlew w policzek. Simon oprzytomnial nagle i wydukal z siebie

     - Otto, zwariowales, co ty wyprawiasz? Annelise tu nie ma i nie bylo! Co ty sobie wlasciwie wyobrazasz?Otto usiadl zrezygnowany na taborecie przy fortepianie i zapatrzyl sie tepym wzrokiem w siedmioramienny swiecznik, stojacy na kredensie w rogu pokoju.

     - Nie wiem, juz nie wiem, wybacz mi Simone! - odezwal sie po chwili. W tej chwili rozdzwonil sie telefon. Obaj sie wzdrygneli. Simonowi udzielilo sie zdenerwowanie Otta. Sam byl juz roztrzesiony:

     - Rottmann przy telefonie...

     - Halo, syneczku, czy wszystko dobrze? – Simon poznal matke.

     - Tak mamo, dlaczego dzwonisz, czy cos sie stalo?

     - Slyszelismy o niepokojach w Breslau. Podobno spalono Synagoge!

     - Synagoge? O Boze.... - Simon spojrzal na Otta pytajaco, a ten kiwnal glowa.

     - U mnie wszystko w porzadku – Simon chcial szybko zakonczyc rozmowe – kiedy wracacie?

     - Najpózniej za tydzien. Uwazaj na siebie synku.

Simon odlozyl sluchawke i zwrócil sie do mlodego von Lünedorfa. Byl juz opanowany i trzezwo myslal.

     - Otto, teraz sie szybko odswieze, a potem pójdziemy razem szukac Annelise. Po drodze opowiesz mi wszystko. Wyszli na ulice. Przy Brandenburgstraße, naprzeciw domu Rottmannów straszyla spladrowana apteka. Szyby pobazgrano napisami: Jüdisches Geschäft, Kauf beim Arier.... Obok na latarni ulicznej wisiala kukla z zakrzywionym nosem i w zydowskim chalacie. Rottmann stanal zszokowany, nie mogac wykrztusic slowa.

     - Simon, idziemy, predzej, nie ma czasu – Otto szarpnal go za reke.

     - Znalazles ja? – krzyknal Johann von Lünedorf z daleka.

    - Nie tato, niestety nie! Simon tez jej nie widzial! Bedziemy teraz szukac w calej okolicy. Mysle, ze powinnismy zawiadomic policje.

     - Tak, tak – Johann zaczynal tracic glowe – wracam i dzwonie, a wy szukajcie dalej.

czwartek, 13 października 2005
Breslau, 10 listopada 1938 r. godz. 6.23

      Von Lünedorf wstal sie jak zwykle o swcie. Byl jednak zmeczony po wypadkach ostatniej nocy.

Z ciezka glowa i napuchnietymi powiekami poczlapal do drzwi wejsciowych i podniósl lezacy tam egzemplarz gazety, która codziennie rano dostarczal gazeciarz. Uwielbial poranki w swoim gabinecie, kiedy dom pograzony byl jeszcze we snie. Siadal wówczas wygodnie w fotelu i przagladal prase. Czasem, gdy mial ochote, prosil Gertrude o filizanke herbaty z sokiem malinowym i cytryna.

 Schlesische Tageszeitung” w obszernym artykule na pierwszej stronie informowalo o zamieszkach, wywolanych przez prowokatorów zydowskich.

Miasto Breslau wolne od Zydów -  krzyczal autor wielkimi, tlustymi czcionkami.

       - Ach, jakiez to brednie wypisuje ten szmatlawiec, przeciez widzial na wlasne oczy...

Co za skandal! Mial nadzieje, ze Hitler nie bedzie tego tolerowal.

Ta swolocz z SA - to musi sie skonczyc. Hitler jest byc moze szalony i porywczy, ale w koncu to nie idiota.

      Czul sie jednak zle, psychicznie zle. Intuicja podpowiadala mu, ze te rozruchy to dopiero przedsmak powazniejszej awantury. Wydarzenia poprzedniej nocy az nadto pokazaly do czego zdolny jest motloch, gdy sie nim steruje.

Bal sie tlumów. Czul, ze cos sie zmienia. Moze jego cale ulozone i tak szczesliwe zycie legnie w gruzach.

Ten nocny napad na Rosenblatta... Wiedzial, ze Stein prawidlowo zareagowal, sam postapilby tak samo.

Ale mial tez swiadomosc, ze juz niedlugo zaczna sie problemy. Zastanawial sie, czy slusznie postapil wzywajac policje...

Pokojówka, niepukajac nawet, wpadla do gabinetu jak burza. Spojrzal na nia zirytowany. Nie lubil jak mu sie zaklóca poranny spokoj.

     - Tak?! - spytal ostro.

Magda byla przerazona. - Panienki....panienki nie ma - wydukala.

     - Ach Magdo, opanuj sie, o co chodzi? – powiedzial nieco lagodniej i odlorzyl gazete.    

     - Panienki nie ma panie mecenasie – powtórzyla trzymajac rece przycisniete do piersi.

     - Annelise? Jakto nie ma? To niemozliwe! – zerwal sie z fotela.

     Pokojówka wziela go za reke i poprowadzila do pokoju córki. Rozgrzebane lózko bylo puste, ale poza tym wszystko stalo na swoim miejscu. Wspólnie przeszukali caly dom. Annelise rzeczywiscie zniknela.

    - Niech Magda zobaczy jeszcze u pana Heinricha na górze, a potem sprowadzi Steina - Johann wydal dyspozycje. Nie miescilo mu sie w glowie, ze jego córka spedzila te noc gdzies poza domem. Dotychczas nigdy sie to nie zdarzylo, a Annelise, choc juz prawie dorosla, zawsze najpózniej o 9 wieczorem wracala do domu. Do tego ta niespokojna noc, watachy zbirów, pozary..., z kazda sekunda stawal sie coraz bardziej zaniepokojony.

    - Panienki nigdzie nie ma. Spotkalam pana Kmecika z antykwariatu, nikt jej nie widzial. - zakomunikowala Magda - pan Josef tez nic nie wie - spojrzala na Steina. Ten milczal ponury. 

      Nie znosil takich sytuacji. Zawsze wiedzial wszystko o tym domu; kto wyjechal na wakacje, o której koncza sie lekcje albo kiedy przyjdzie krawcowa wziac miare... A tu cos takiego! I do tego Annelise, oczko w glowie rodziny. Stein czul sie nieomal winny zaistnialej sytuacji.

      W obszernej sieni zgromadzili sie tymczasem wszyscy czlonkowie rodziny. Na pizamy lub nocne koszule pozarzucali tuzurki albo szlafroki. Tylko Magda i Gertrude byly ubrane w swoje codzienne stroje i staly u progu kuchni ze spuszczonymi glowami.

    - Moze mi któras z was wyjasni, co tu sie dzieje? – spytal Otto, pólprzytomny jeszcze.

Na wszystkich twarzach odbite bylo zmeczenie po nieprzespanej nocy.

    - Przynioslam panience rano gorace kakao do pokoju... - zaczela Magda, prostujac fartuszek.

    - Annelise zniknela - przerwal jej Lünedorf, wiedzac, ze zanosi sie na dluzsze opowiadanie - Przeszukalismy z Magda caly dom, wlacznie z garazami i strychem. 

    Otto zaczal myslec - co moglo sprawic, ze jego siostra wyszla w nocy z domu? Ciekawosc? Wolanie o pomoc - Annelise obudzila by raczej jego ..... Milosc?!   Otto rzucil sie do drzwi wyjsciowych.

    - Synku dokad? – zawolala Gerda – tak niespokojnie dzisiaj.

    - Ja wiem gdzie ona jest! - Otto otwieral juz drzwi.

    - Otto, pan nie moze tak na ulice w pizamie, jeszcze pana aresztuja albo sie pan przeziebi i bedzie klopot. - powiedziala Gertrude.

Otto zawrocil i pobiegl do swojej sypialni i wrzucil na siebie ubranie.   

    - Bede za kwadrans. - Wybiegl z domu.

21:41, ola_2000
Link Dodaj komentarz »
Za moment bedzie opublikowany c.d. powiesci
 
1 , 2
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31